W Ekstralidze rugby zaczęła się najważniejsza część sezonu. W grupie mistrzowskiej faworyci pokazali niesamowitą moc, ale najciekawszy mecz odbył się w Warszawie w ramach grupy pucharowej, w której drużyny walczą o utrzymanie w rozgrywkach.
Na stołecznych Bielanach zmierzyły się najbardziej utytułowane polskie kluby rugby. 16-krotny mistrz kraju, beniaminek rozgrywek AZS AWF Warszawa oraz 13-krotny złoty medalista, drużyna która nigdy w swej 70-letniej historii nie spadła z najwyższego poziomu rozgrywkowego czyli Lechia Gdańsk.
Do tego meczu trójmiejskie Lwy przystępowały z pozycji ostatniej drużyny tabeli grupy pucharowej, która powstała w ubiegłym tygodniu po podzieleniu rozgrywek na dwie części. Pierwsza szóstka od tego tygodnia walczy w grupie mistrzowskiej o medale, najsłabsza czwórka we wspomnianej grupie pucharowej o utrzymanie, ale też o możliwość gry w trzeciej, finałowej części sezonu nawet o piąte miejsce w tabeli.
327 dni czekania!
Lechia w tym sezonie jeszcze nie wygrała. Na zwycięstwo czekała 327 dni! I wreszcie się doczekała. Gdańszczanie wygrali po pasjonującym meczu 33:22. Niech wynik nikogo nie zmyli, bo szala zwycięstwa przechylała się na jedną lub drugą stronę dosłownie do ostatniej minuty.
Lepiej zaczęła Lechia, do przerwy prowadziła 18:5 i miała przewagę. Ale druga połowa to był już prawdziwy sportowy roller coaster. W 63 minucie Akademicy dopędzili gości i objęli prowadzenie 22:28. W 70-tej było 25:22 dla Lechii i zaczęły się prawdziwe nerwy.
Szybkonogi Ngcobo
AZS AWF próbował do 80 minuty. Lechia dzielnie i z poświęceniem się jednak broniła, a dosłownie w ostatniej akcji meczu przeprowadziła zabójczą kontrę spod własnego pola punktowego. Kolejnym niesamowitym rajdem popisał się pozyskany w ostatnich dniach Sphakanyiswa Ngcobo z RPA. Ten filigranowy, naprawdę drobniutki zawodnik był nie zatrzymania i nie do złapania. Dosłownie wkręcał w murawę kolejnych obrońców, podprowadził piłkę pod samą linie pola punktowego gospodarzy i oddał piłkę na czysto do Bartosza Kruszczyńskiego.
Lechia przyłożyła, podwyższyła, zrobiło się 33:22, a sędzia skończył mecz. Dzięki temu zwycięstwu gdańszczanie opuścili ostatnią lokatę, na którą spadł Budmex. Białostoczanie, zgodnie z przewidywaniami, przegrali bowiem w Łodzi z absolutnym faworytem grupy pucharowej WizjaMed Grot Budowlanymi Łódź 5:43.
To dopiero początek emocji
Opuszczenie ostatniego miejsca w tabeli jeszcze nie oznacza bezpieczeństwa. Po zakończeniu tej fazy rozrywek ostatnia i przedostatnia drużyna zmierzą się w dwumeczu o utrzymanie. Dopiero więc ucieczka na drugie miejsce gwarantuje spokój. Czy Lechię na to stać? Po tym co pokazała w Warszawie na pewno tak. Wzmocnienie tuż przed startem fazy pucharowej czterema graczami z Afryki Południowej dodało jakości, szybkości i chyba pewności siebie młodej drużynie trenerów Płonki i Janeczki.
Na pewno jednak i AZS i Budmex nie odpuszczą. Bo niech nikogo nie zmyli wynik z Łodzi. Zważywszy na potencjał Budowlanych, Białystok osiągnął naprawdę dobry wynik i w starciach z zespołami z Warszawy i Gdańska, zwłaszcza na swoim terenie, będzie zaciekle walczył. A to gwarantuje kibicom mega emocje. I o to w tym podziale na grupy chodziło.
Faworyci gromili
Emocji na razie nie było za to w grupie mistrzowskiej. Kandydaci do medali wygrali swoje mecze. W sobotę mieliśmy wręcz dwa pogromy. W Siedlcach Pogoń Awenta rozbiła LifeStyle Catering Arkę 85:12, a w Sopocie Energa Ogniwo przejechało jak walec po PGE Edach Budowlanych 94:7.
O przebiegu obu meczów nie ma co pisać, były totalnie jednostronne. Warto odnotować debiut w barwach Ogniwa Australiczyka Coopera Hansena, który nie musiał się w tym meczu za bardzo wysilać, ale jedno jest już pewne. W Ogniwie mają kolejnego świetnego kopacza. Zawodnik z Antypodów cztery razy podwyższył po przyłożeniach kolegów i robił to z trudnych pozycji. Widać, że „ma nogę”. Co więcej? Przekonamy się w kolejnym meczu, który dopiero za trzy tygodnie, po zakończeniu przerwy na święta i mecz reprezentacji Polski (11 kwietnia, Gdynia, ze Szwecją).
Rycerze upolowali smoka
W sobotę 18 kwietnia sopocianie podejmą wicemistrzów Polski ORLEN Orkan Sochaczew, który jako ostatni z kandydatów do medali wybiegł w ten weekend na boisko. W niedzielę w Sochaczewie doszło do starcia Rycerze kontra Smoki, czyli Orkan kontra Juvenia Kraków.
Górą byli sochaczewianie. Wynik także był bardzo wysoki 78:15, choć na pewno trener Orkana Maciej Brażuk będzie miał dużo uwag do swojej drużyny. Zwłaszcza za grę w formacji autowej. Warto odnotować debiut w barwach miejscowych Gruzina Vazhy Maisuradze. Silny drugoliniowiec na pewno będzie wzmocnieniem formacji młyna wicemistrzów Polski, którzy wciąż czekają na powrót do gry Tongijczyka Solomone Aniseko.
Wyniki. I Kolejka. Faza Grupowa
Grupa Mistrzowska
Awenta Pogoń Siedlce v Life Style Catering RC Arka Gdynia 85:12 (38:0).
Energa Ogniwo Sopot v PGE Edach Budowlani Lublin 94:7 (49:7)
ORLEN Orkan Sochaczew v RzKS Juvenia Kraków 78:15 (35:5)
Grupa Pucharowa
WizjaMed Grot Budowlani Łódź v Budmex Rugby Białystok 43:5 (19:5)
KS AZS AWF Warszawa v RC Lechia Gdańsk 22:33 (5:18)
Zdjęcie z Sochaczewa: Igor Kurzyński